Dzisiaj byłam u kosmetyczki przedłużyć rzęsy.
Już kiedyś miałam zrobione, ale nie poszłam uzupełnić i sobie odpuściłam, bo były sztywne i mi przeszkadzały, ale poszłam do innego salonu i pani zapewniała mnie, że ma rzęsy miększe, bo silikonowe i cena była mniejsza, bo 90 zł + regulacja brwi w koszcie. Skusiło mnie to. A moje liche rzęsy wyglądają naturalnie tak:
Zjawiłam się w gabinecie, o umówionej porze. Zdziwiło mnie to, że kazała mi ściągnąć buty i nakryła mnie kocem, no, ale dobra...
No i jak zaczęła prace to dostałam od groma komplementów typu:
"Ale pani ma dziwny kształt oka. Nawet plasterka nie mogę przykleić! No nie da się!"
20 minut później, po udanym przyklejeniu...
"No, ale teraz będzie łatwiej bo są grube to ładnie będzie się je łapać"
Za chwilę...
"Ale te pani rzęsy się chowają i nakładają na siebie. Ja ich nie mogę złapać i dlatego to tak długo trwa!"
...I nagle niespodzianka!...
Poczułam coś mokrego na uchu... okazało się, że wylała klej...
"Ojej wylał mi się klej, ale dobrze, że nie na ubranie tylko na ucho."
I ja głupia w to uwierzyłam i nie zobaczyłam, że...
OBLAŁA KLEJEM MOJĄ NOWĄ BLUZKĘ!
Która btw wygląda tak:
Skończyła po 3 godzinach, a miało to trwać 2 godziny...






Brak komentarzy:
Prześlij komentarz