Ostatnio wcale nie mam czasu pisać, a jak znajdę czas to mi się nie chce...
Eh... Cały czas się uczę, a i tak boję się, że sobie nie poradzę.
Mikey rośnie jak na drożdżach, coraz bardziej się oswaja. Ma teraz dużą klatkę z domkiem w którym wygryzł dziurę na głowę, ale teraz przewrócił go dachem do dołu i tak w nim siedzi. Za każdym razem kiedy mu go poprawiam, znowu go odwraca. Dziwny jest. W kółku nie biega tylko na nim i często też na nim siedzi.
Ostatnio zrobiłam też zakupy (ale miałam wyrzuty sumienia!)
Kupiłam rzęsy (najtańsze jakie znalazłam:P) i lakier pękający
czarny lakier pękający i mleczno-różowy bazowy
Chciałabym je nosić na co dzień, ale nie wiem...
Byłam też u optyka, dowiedzieć się czy mogę nosić soczewki. Nie powiedziałam, że chodzi mi o kolorowe soczewki. Powiedział mi, że mam astygmatyzm i w dodatku jest to tak mała wada, że nie robią takich soczewek, ale czy mogę nosić 0 tego już nie wiem ( nie pytałam się, to była wizyta bezpłatna). Ale jeszcze mam zamiar wybrać się do porządnego okulisty.
Od jutra biorę się ostro za dietę.
No cóż, czas wracać do nauki.
niedziela, 13 listopada 2011
wtorek, 13 września 2011
rzęsty c.d.
Hello!
Po tych kilku dniach, jakoś rzęsy się ułożyły, ale już odpadły dwie- z każdego oka jedna. Nie robi to różnicy, ale wiem, że znowu w tym samym miejscu robić nie będę (o ile w ogóle będę robiła), chyba już lepiej samemu dokleić.
Z makijażem fajnie wyglądają.
Eh... jakość zdjęć z mojego telefonu... Muszę kupić baterie do aparatu, bo akumulatorki padły.
Po tych kilku dniach, jakoś rzęsy się ułożyły, ale już odpadły dwie- z każdego oka jedna. Nie robi to różnicy, ale wiem, że znowu w tym samym miejscu robić nie będę (o ile w ogóle będę robiła), chyba już lepiej samemu dokleić.
Z makijażem fajnie wyglądają.
Eh... jakość zdjęć z mojego telefonu... Muszę kupić baterie do aparatu, bo akumulatorki padły.
piątek, 9 września 2011
rzęsy... i zachlapana koszulka
Dzisiaj byłam u kosmetyczki przedłużyć rzęsy.
Już kiedyś miałam zrobione, ale nie poszłam uzupełnić i sobie odpuściłam, bo były sztywne i mi przeszkadzały, ale poszłam do innego salonu i pani zapewniała mnie, że ma rzęsy miększe, bo silikonowe i cena była mniejsza, bo 90 zł + regulacja brwi w koszcie. Skusiło mnie to. A moje liche rzęsy wyglądają naturalnie tak:
Zjawiłam się w gabinecie, o umówionej porze. Zdziwiło mnie to, że kazała mi ściągnąć buty i nakryła mnie kocem, no, ale dobra...
No i jak zaczęła prace to dostałam od groma komplementów typu:
"Ale pani ma dziwny kształt oka. Nawet plasterka nie mogę przykleić! No nie da się!"
20 minut później, po udanym przyklejeniu...
"No, ale teraz będzie łatwiej bo są grube to ładnie będzie się je łapać"
Za chwilę...
"Ale te pani rzęsy się chowają i nakładają na siebie. Ja ich nie mogę złapać i dlatego to tak długo trwa!"
...I nagle niespodzianka!...
Poczułam coś mokrego na uchu... okazało się, że wylała klej...
"Ojej wylał mi się klej, ale dobrze, że nie na ubranie tylko na ucho."
I ja głupia w to uwierzyłam i nie zobaczyłam, że...
OBLAŁA KLEJEM MOJĄ NOWĄ BLUZKĘ!
Która btw wygląda tak:
Skończyła po 3 godzinach, a miało to trwać 2 godziny...
Już kiedyś miałam zrobione, ale nie poszłam uzupełnić i sobie odpuściłam, bo były sztywne i mi przeszkadzały, ale poszłam do innego salonu i pani zapewniała mnie, że ma rzęsy miększe, bo silikonowe i cena była mniejsza, bo 90 zł + regulacja brwi w koszcie. Skusiło mnie to. A moje liche rzęsy wyglądają naturalnie tak:
Zjawiłam się w gabinecie, o umówionej porze. Zdziwiło mnie to, że kazała mi ściągnąć buty i nakryła mnie kocem, no, ale dobra...
No i jak zaczęła prace to dostałam od groma komplementów typu:
"Ale pani ma dziwny kształt oka. Nawet plasterka nie mogę przykleić! No nie da się!"
20 minut później, po udanym przyklejeniu...
"No, ale teraz będzie łatwiej bo są grube to ładnie będzie się je łapać"
Za chwilę...
"Ale te pani rzęsy się chowają i nakładają na siebie. Ja ich nie mogę złapać i dlatego to tak długo trwa!"
...I nagle niespodzianka!...
Poczułam coś mokrego na uchu... okazało się, że wylała klej...
"Ojej wylał mi się klej, ale dobrze, że nie na ubranie tylko na ucho."
I ja głupia w to uwierzyłam i nie zobaczyłam, że...
OBLAŁA KLEJEM MOJĄ NOWĄ BLUZKĘ!
Która btw wygląda tak:
Skończyła po 3 godzinach, a miało to trwać 2 godziny...
czwartek, 1 września 2011
Farbowanie
Nadszedł czas, aby zafarbować swoje czarne odrosty.
Moje włosy są w odcieniach rudego, ale chciałabym orzechowy blond.
Żaden fryzjer nie podjął się farbowania moich włosów, nawet na kolor rudy, więc musiałam działać sama.
Kupiłam farbę Garnier 100% color XL1
Wiedziałam, że taki nie wyjdzie, ale chodziło mi po prostu o rozjaśnienie, a rozjaśniacza się boję.
Moje włosy przed farbowaniem wyglądały tak:
Kolor już sprany. Mango z loreal, tylko, że na moich włosach wychodzi ciemno czerwony. Nie podoba mi się to. Dopiero po miesiącu jak już mam spore odrosty, kolor jest ładny.
Ale wracając do nowej farby.
Nie podobało mi się nakładanie farby. Wolę butelkę od pędzelka.
Zapach był okropny, aż mnie kręciło w nosie i szczypały mnie oczy.
Z efektu jestem zadowolona, farba mocno rozjaśniła moje naturalne włosy (wyszedł rudy blond, ale bardzo ładny), farbowanych nie za bardzo, ale jakoś wszystko się skomponowało.
Efekt końcowy
Moje włosy są w odcieniach rudego, ale chciałabym orzechowy blond.
Żaden fryzjer nie podjął się farbowania moich włosów, nawet na kolor rudy, więc musiałam działać sama.
Kupiłam farbę Garnier 100% color XL1
Wiedziałam, że taki nie wyjdzie, ale chodziło mi po prostu o rozjaśnienie, a rozjaśniacza się boję.
Moje włosy przed farbowaniem wyglądały tak:
Kolor już sprany. Mango z loreal, tylko, że na moich włosach wychodzi ciemno czerwony. Nie podoba mi się to. Dopiero po miesiącu jak już mam spore odrosty, kolor jest ładny.
Ale wracając do nowej farby.
Nie podobało mi się nakładanie farby. Wolę butelkę od pędzelka.
Zapach był okropny, aż mnie kręciło w nosie i szczypały mnie oczy.
Z efektu jestem zadowolona, farba mocno rozjaśniła moje naturalne włosy (wyszedł rudy blond, ale bardzo ładny), farbowanych nie za bardzo, ale jakoś wszystko się skomponowało.
Efekt końcowy
środa, 31 sierpnia 2011
Nie przespana noc
Maluszek ma już imię Mikey, tak jak chciała moja sis :)
W nocy szalał i popiskiwał. Dziwi mnie to, że dopiero wieczorem zaczął się bać nowego miejsca. Ale dzisiaj już jest lepiej. Sam wchodzi na rękę.
W nocy szalał i popiskiwał. Dziwi mnie to, że dopiero wieczorem zaczął się bać nowego miejsca. Ale dzisiaj już jest lepiej. Sam wchodzi na rękę.
wtorek, 30 sierpnia 2011
Nowa przyjaźń
Dzisiejszy dzień nie zapowiadał żadnych zmian. Wybrałam się do zoologicznego po karmę dla psa. Nagle zobaczyłam piękne małe stworzonko. Maleństwo ma kilka tygodni. Namówiłam siostrę, kupiliśmy wszystkie potrzebne rzeczy i zabraliśmy go do domu!
Jest spokojny i nie boi się ludzi :)
Jeszcze zastanawiam się nad imieniem.
Subskrybuj:
Posty (Atom)












